Szlak zacząłem w Bełżcu, zakończyłem na dworcu PKP w Szastarce koło Kraśnika. Oczywiście nie mogłem poświęcić tyle czasu, żeby go przejść za jednym zamachem i zajęło mi to w sumie 3 lata :) W 2016 r. 3 dni, w 2017 1 dzień i troszeczkę a w 2018 znowu 3 dni.

Było już dosyć późno (14.00), bo zanim się dostałem 3 busami z Chełma, gdzie został samochód, trochę czasu minęło. Nie szukałem kropki rozpoczynającej szlak, postanowiłem zacząć go od Muzeum na terenie obozu.
Niemiecki, nazistowski obóz zagłady w Bełżcu był pierwszym obozem zagłady utworzonym w GG. Zamordowano tam prawdopodobnie około 450 000 osób, przede wszystkim Żydów. Straszne miejsce, straszna historia. Warto poczytać o historii tego miejsca, co niemieckie i nie tylko niemieckie bydlaki z SS tam wyprawiali. Jak każda wizyta w podobnym miejscu, zostawia wstrząsające i przygnębiające wrażenie.
Po dłuższej chwili zadumy i modlitwy za zmarłych ruszam na szlak. Ciężko się otrząsnąć po takim nagromadzeniu bestialstwa, ale po kilku kilometrach wyrzucam z głowy “osiągnięcia” rasy panów. Jak śpiewał Maleńczuk: “nie dla mnie przyjaźń polsko-niemiecka, Niemców…. itd.”
W lesie od razu milej, zacienienie robi swoje, maszeruje się przyjemnie mimo upału. Szlak na początku dobrze oznakowany i szeroki, zaś las co chwila się zmienia, niskie wzgórza urozmaicają wędrowanie.
Po kilku kilometrach zaczynam odczuwać ciężar, jaki napakowałem do plecaka. Niestety ultralight to nie jest i mam, jak dobrze pamiętam, około 12 - 13 kg. Nic to, damy radę, tylko cały czas sobie zadaję pytanie, jak to możliwe, że na 3 tygodnie na Camino plecak ważył koło 6 kg, a na 3 dni na Roztocze 13? Niepojęte :)
Sierpniowy upał grzeje aż miło, szczególnie, gdy przedzieram się przez krzaki, bo szlak jest kompletnie zarośnięty i widać, że pies z kulawą nogą po nim chodzi. Znaki szlakowe z rzadka można zauważyć, więc gps cały czas na podorędziu. Na domiar złego zauważam łażące po sobie kleszcze! Na szczęście moje patenty na kleszcze idealnie zdają egzamin ( sprawdź jak zabezpieczyć się przed kleszczami!), a na dokładkę vapo rub na skórze przyjemnie chłodzi, więc jak zwykle polecam permetrynę + olejki.
Koło 18 szlak już konkretnie trafia szlag i ani mapa ani gps nie pomagają. Chwilę kręcę się w kółko i w końcu postanawiam pomyśleć o noclegu. Pomimo, że cały sprzęt biwakowy w postaci hamaka i płachty mam na grzbiecie, to jednak nie jestem w stanie spać samemu na dziko. Na szczęście szlak zlisił się już po wyjściu z lasu, więc zaczynam szukać jakiś opcji w okolicy i choć Google w telefonie nie pomaga to “koniec języka za przewodnika” i tak trafiam do stadniny koni Rogowe Kopce.

Przy wejściu bar, więc pierogi i duże jasne wchodzą momentalnie. Pokrzepiony zaczynam szukać właściciela, żeby dogadać szczegóły noclegu. Okazuje się, że tak generalnie to nie ma warunków i nie prowadzi noclegów, ale w sumie są jakieś domki, więc da radę i nawet prysznic udało się wziąć. Hurra, nocleg załatwiony!
Po wieczornych rozmowach z właścicielem nad stadniną zapada cisza przerywana co jakiś czas rykiem osła :) Tak, trzymają tam osła, który “robi” w corocznej szopce w okolicznej parafii.
Postanawiam nie spać w domku, który już się nieco chyli ku upadkowi, ale rozbić hamak i płachtę. Czuję się jakbym spał sam w lesie, bo domki ze 300 metrów oddalone od zabudowań, gdzie na noc został sam właściciel, ogrodzenie tylko z jednej strony, a naokoło pustka. To, plus moja wyobraźnia, która każdy szmer brała za skradanie się zwyrodniałego wampira/zombie/mordercy z wielkim nożem, równa się noc zarwana :)
Dopiero, gdy zaczęło dnieć, przysnąłem na kilka godzin :)
cdn...
Centralny Szlak Roztocza - dzień drugi
Centralny Szlak Roztocza - dzień trzeci
Widzę, że oprócz WOT jeszcze inne ciekawe rzeczy można u Ciebie znaleźć, Centralny Szlak Roztocza też mi już od dawna chodzi po głowie, ale czekam na odpowiednią porę roku :-)
OdpowiedzUsuńMuszę go w końcu skończyć opisywać, Twój komentarz będzie dla mnie dobrym kopniakiem :)
UsuńA Centralny Szlak Roztocza bardzo fajny, mało uczęszczany, i mało to eufemizm, bo ja nikogo nie spotkałem. Ty pewnie go przejdziesz w kilka dni, ja go w etapach w sumie przez 3 lata robiłem :)