Podczas tej mikrowyprawy postanowiłem wypróbować 3 sprawy, po pierwsze jak się idzie w dzień niedojadania, po garstce płatków owsianych z wodą zjedzoną godzinę wcześniej, po drugie w sandałach, a po 3-cie wzorem Cejrowskiego w jedwabnej koszuli.
I wyszło mi tak:
na głodnego szło się trochę niemrawo, zanim nie zrobiłem sobie kawy zupełnie nie miałem animuszu, ale tragedii nie było, także luz, w dzień niedojadania (dieta 5:2, polecam poczytać) jak najbardziej można wędrować.

Jedwabna koszula… poza tym, że to chyba jakiś wanna be silk (tak na grupie na FB doszliśmy) to w czasie upału sprawdziła się idealnie, tylko, że głupio w niej wyglądam :) Ale pewnie będę używał, bo bije na głowę sztuczne koszulki z takiego Decathlonu.
Odcinek w większości przez tereny podmiejskie, Rembertów jest brzydki jak kupa :) Dopiero w Lesie Sobieskiego zrobiło się ładniej, tam kawa była grana. Potem przed Międzylesiem trochę ciekawych terenów, ale sporo komarów.


Jak zwykle trochę pogubiłem szlak i przedzierałem się po starych znakach, co wiązało się z przebiegnięciem przez zatłoczoną A2. Moja wina, bo bardziej zaufałem starej topo z etrexa niż mapie z aplikacji PTTK, która prowadzi przez przejście dla pieszych. Tutaj muszę się pochwalić sposobem na kleszcze z olejków eterycznych, bo znów się doskonale sprawdził i mimo przedzierania się przez krzaki nic nie złapałem. ufff :)
W okolicach Międzylesia wypasione chaty, zawsze ciekawi mnie proweniencja ludzi tak mieszkających… no, ale to temat na inne rozważania. :)
Po 5h z małym hakiem i 19 km kończę ten etap Warszawskiej Obwodnicy Turystycznej na pętli 525 w Międzylesiu. Ja tu jeszcze wrócę :)
Soundtrack sponsorowały składanki Dark Country.
Wszystkie wpisy o Warszawskiej Obwodnicy Turystycznej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz